Abp Józef Życiński
można odejść na zawsze by stale być blisko
Okruchy
Wyzwania globalnego świata PDF Drukuj

Wyniosłe oczy człowieka się ukorzą i duma ludzka będzie poniżona. Iz 2, 11.

W niektórych miejscach Pismo święte mówi pozytywnie o postawie dumy. Św. Paweł zachęca wręcz Filipian „aby rosła wasza duma w Chrystusie przez mnie” (Flp 1, 26). Widać z tego, że nasze poczucie dumy może przybierać różnorodne formy, do których nie sposób odnieść identycznej oceny. Szczególnie bolesną postać dumy stanowi przekonanie, że jesteśmy automatycznie dużo lepsi od innych dzięki naszym cechom narodowym, predyspozycjom intelektualnym, kolorowi skóry czy przekonaniom religijnym. Poczucie wyższości niekoniecznie musi być jednak wyrażane w wyraźnych deklaracjach. Czasem pojawia się w ukryciu jako przejaw samouwielbienia schowanego w gąszczu ryzykownych wartościowań albo nawet apeli, które mogą uchodzić za sensowne.

Wspominano mi z bólem, jak na długim pielgrzymkowym szlaku gafy w wypowiedziach na temat dumy nie ustrzegł się kaznodzieja ceniony ongiś z powodu patriotycznych kazań, które w zgoła odmiennych realiach krzepiły ducha i umacniały nadzieję. Przemawiając niedawno do pielgrzymów odwołał się on również do poczucia honoru, dumy narodowej i godności swych słuchaczy. Zaapelował: „Niech wszyscy, którzy patrzą na was wiedzą, że tu jest Polska z jej wielką i piękną tradycją, a nie jakaś Rosja…” W jednej z grup uczestników pielgrzymki słuchała tych słów rosyjska lekarka Olga z kilkuletnim synkiem. Jechali kilka dni ze skraju azjatyckiej Rosji, aby uczestniczyć w pielgrzymkowej przygodzie w ojczyźnie ich przodków wywiezionych kiedyś w głąb Rosji. Czuli duchową bliskość polskiej kultury i delikatną dumę, że po tylu latach jednoczy ich ta sama wspólnota wartości. Wystarczyło jedno niemądre zdanie, aby prysnęła radość modlitewnej wspólnoty, aby pewne środowiska zostały zdyskredytowane z racji miejsca zamieszkania. Fałszywy patriotyzm potrafi niszczyć wartości religijne. Całe szczęście, że przy Nowonarodzonym Jezusie nikt nie umieścił napisu „Tylko dla narodu wybranego. Wstęp wzbroniony przybyszom ze Wschodu”. W realiach globalnego świata trzeba umieć narzucać wędzidła naszym porywom krasomówczym, jeśli chcemy pozostać wierni Ewangelii Chrystusa.

 
Zagubiony dar radości PDF Drukuj

Trzoda ruszyła pędem po urwistym zboczu do jeziora i utonęła. Pasterze uciekli i rozpowiedzieli to w mieście i po zagrodach. … Wtedy cała ludność okoliczna Gerazeńczyków prosiła Go, żeby od nich odszedł. Łk 8, 33n, 37.

Pasterze z Betlejem opuścili swe trzody, aby złożyć hołd Jezusowi. Pasterze z Gerazy tak martwili się o swoje trzody, że wyprosili Jezusa z terenów przeznaczonych na wypas świń. Jedynym, który pragnął zostać przy Jezusie, okazał się były opętany. Reszta mieszkańców nie potrafiła jednak dzielić radości z jego uzdrowienia, bo ważniejsza była dla nich troska o świnie.

My również możemy zatracić radość życia i poczucie wdzięczności wobec Boga, jeśli zamkniemy się w prywatnej Gerazie uprzedzeń i lęków. Można wtedy łatwo stworzyć prywatny świat wyprany z ludzkich zachowań, odległy od realnych wyzwań, epatujący bezmyślnością. Jego struktura, jakże daleka od nauczania Chrystusa, rodzi konsternację nawet wtedy, gdy pojawia się w atrakcyjnej literacko formie. Przeraża w niej brak podstawowej solidarności z życiowym dramatem bliźnich.

Jako znamienne świadectwo prywatnych wartościowań i wyborów moralnych pojawiających się w arystokratycznych kręgach XVII-wiecznej Francji ocalały listy Marii de Rabutin-Chantal, markizy de Sévingé. Ich autorka prowadziła salon literacki, zachwycała finezją języka, fascynowała bogactwem talentów. Równocześnie zaś dzieliła się odczuciami, które szokowały nie tylko odbiorców jej listów. W swych korespondencyjnych zwierzeniach informowała bliskich, że widok wisielców działa na nią „niemal orzeźwiająco” i wyrażała ubolewanie, że tylko raz w tygodniu może obserwować łamanie kołem. Uwagi te sąsiadują z rozważaniami o niepowtarzalnym smaku dojrzałych melonów i o reakcjach płatków róż polewanych wrzątkiem. W kontekście niektórych jej zwierzeń mieszkańcy Gerazy jawią się jako bezpretensjonalni realiści. Ich brak wrażliwości można było przynajmniej próbować usprawiedliwić trudną sytuacją ekonomiczną.

Czym tłumaczyć zanik elementarnej ludzkiej wrażliwości u sympatyków rozważań o estetyce wieszania? Samotnymi spacerami po obrzeżach krzywej Gaussa? Niestety, okazuje się, że nie było to zajęcie tylko dla samotników. Upływ czasu zdaje się świadczyć, że wzrasta psychologiczne zapotrzebowanie na grupowe wędrówki tym samym szlakiem. Podejmując spacer po obrzeżach, nie potrafimy się wtedy cieszyć tym, co istotne, bo zamartwiamy się opóźnieniem nowego transportu szubienic z Gerazy.

 
Jezus ocenzurowany PDF Drukuj

Jesus … modlił się, a kiedy skończył, rzekł jeden z uczniów do Niego: ”Panie, naucz nas modlić się, tak jak i Jan nauczył swoich uczniów”. Łk 11, 1.

Znamienne jest, że nie prosili Jezusa o życiowy sukces, polityczną efektywność działań czy dar czynienia cudów. Może szokować, że prości rybacy z galilejskich wiosek tak bardzo cenili sobie dar modlitwy. Rozumiał doniosłość tej postawy Jezus, gdy uczył ich, że przede wszystkim stanowimy rodzinę Jednego Ojca zatroskaną o wzrost Królestwa z innego świata.

Gdyby dzisiaj to samo pytanie zostało skierowane do innych środowisk, być może usłyszelibyśmy odpowiedź, że pewien typ modlitwy jest zbędny, bo pokój zależy nie tyle od modlitwy co od decyzji polityków. Zamiast na ponowne spotkanie modlitwne do Asyżu należałoby wtedy wybrać się na międzynarodową konferencję do Monachium lub Jałty. W duchu tej samej logiki można by również zrezygnować z wszelkich form modlitwy o pokój odmawianej podczas tygodnia ekumenicznego z przedstawicielami różnych wyzwań. Być może nawet Jezusowe „Pokój wam” okazałoby się wtedy niestosowne i trzeba byłoby je ocenzurować.

Kiedy krytyka dwóch papieży pojawia się pod piórem byłego doradcy politycznego, który niedawno zasłynął krytyką teorii ewolucji, otrzymujemy zupełnie nową wizję Kościoła, niechętnego modlitwie, nauce, dialogowi. Dawniej probę konfliktów w tej dziedzinie inspirowali ludzie lewicy, dziś krok po kroku zastępuje ich prawica. Przy lekturze podobnych tekstów powracają w mej pamięci słowa napisane przed laty przez ks. Tomasza Halika. Czeski Tischner wyznał wówczas: „Nie zapomnę, jakie wrażenie zrobiła na mnie fotografia z pierwszego spotkania … w Asyżu. Papież trzymający się za ręce z dalajlamą, wielkim muftim i naczelnym rabinem. Patrzyłem wtedy z wdzięcznością, że mogę być świadkiem przełomowych wydarzeń na wielką skalę, wydarzeń, których już nikt nigdy nie wymaże z historycznej pamięci rodzaju ludzkiego (Noc spowiednika, Katowice 2007, 191).

Na przekór tym wzruszającym wyznaniom, okazuje się, że czasem nie trzeba nic wymazywać z pamięci ludzkości. Wystarczy zapomnieć, że jesteśmy dziećmi tego samego Boga. Wystarczy odrobina złudzeń, że polityka jest dla wierzących ważniejsza niż modlitwa. Co zrobić, aby intelektualną mądrość Halika połączyć znowu z prostotą ufnej wiary apostołów, która potrafi tworzyć wspólnotę dzieci jednego Ojca?

 
<< pierwsza < poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 następna > ostatnia >>

Strona 1 z 35